Alternatywa dla naffy.io, czyli jak sprzedawać produkty cyfrowe

Data publikacji
Czas czytania
9 min czytania
Autor
Piotr Grono
Sklep internetowy z produktami cyfrowymi na własnej domenie

Ktoś wydaje ebooka, wrzuca go na naffy.io, publikuje link na Instagramie i czeka. Po miesiącu ma trzy sprzedaże, z czego dwie od znajomych. Wniosek zwykle brzmi tak: produkty cyfrowe w Polsce się nie sprzedają, rynek jest za mały, ludzie nie chcą płacić za PDF. Prawie zawsze prawdziwy powód jest inny i nie ma nic wspólnego z rynkiem.

Ten tekst jest o tym, dlaczego link do koszyka to za mało, żeby cokolwiek sprzedać, i co postawić w to miejsce. Krótka odpowiedź: własny sklep internetowy na własnej domenie, na WooCommerce albo PrestaShop. Dłuższa odpowiedź jest poniżej.

Co naprawdę dostajesz na naffy.io

Naffy i platformy działające podobnie robią jedną rzecz, i robią ją poprawnie: przeprowadzają transakcję. Klient klika, płaci, dostaje plik na maila. Nie musisz nic instalować, nie musisz podpinać bramki płatniczej, nie musisz myśleć o hostingu. Dla kogoś, kto chce sprawdzić, czy w ogóle da się sprzedać pierwszy plik, to sensowny start.

Od razu uczciwie: sama płatność jest tam w porządku. Naffy rozlicza sprzedaż przez Stripe, a Stripe obsługuje w Polsce BLIK, więc klient nie musi szukać karty. Zarzut, że „na naffy nie da się zapłacić BLIK-iem”, jest nieaktualny. Kłopot leży kilka kroków wcześniej, a widać go na rachunku z końca miesiąca.

Problem zaczyna się wtedy, gdy uznasz, że to jest cały Twój biznes. Bo transakcja to ostatni krok procesu sprzedaży, a nie cały proces. Wyobraź sobie sklep stacjonarny, w którym jest wyłącznie kasa. Nie ma witryny, nie ma półek, nie ma nikogo, kto powie, po co Ci ta rzecz w ręku. Ktoś, kto już wie, czego chce, zapłaci bez problemu. Ktoś, kto tylko przechodził obok, wyjdzie.

Produkt na półce to nie jest oferta

Największa dziura w tym modelu to brak strony sprzedażowej. Karta produktu na platformie ma okładkę, tytuł, kilka zdań opisu i przycisk. To wystarcza, jeśli klient przychodzi już podgrzany, na przykład po obejrzeniu Twojego webinaru albo po dwóch tygodniach czytania Twojego newslettera.

Jeśli kierujesz tam ruch z reklamy albo z zimnego zasięgu na Instagramie, ten sam przycisk nie ma szans. Człowiek, który widzi Cię pierwszy raz, potrzebuje odpowiedzi na pytania, których nikt mu na karcie produktu nie da:

  • jaki konkretny problem ten ebook rozwiązuje i po czym pozna, że to jego problem
  • co dokładnie jest w środku, ile stron, ile godzin materiału, jakie szablony
  • dlaczego akurat Ty masz prawo o tym pisać
  • co mówią ludzie, którzy już kupili
  • co się stanie, jeśli produkt okaże się nietrafiony

Strona sprzedażowa to miejsce, w którym te odpowiedzi mają swoją kolejność, swoje nagłówki, sekcję z opiniami, sekcję z często zadawanymi pytaniami i kilka przycisków zakupu rozstawionych tam, gdzie decyzja dojrzewa. Na platformie typu naffy nie zbudujesz takiej strony, bo szablon karty produktu jest jeden dla wszystkich i nie po to powstał.

Jest jeszcze drugi efekt, mniej oczywisty. Twoje produkty leżą na wspólnym profilu, więc klient, który przyszedł po jedną rzecz, widzi obok pięć innych. Wygląda to demokratycznie, ale w praktyce rozprasza. Zamiast decyzji „kupuję albo nie”, pojawia się „hmm, a może to drugie”, a to prawie zawsze kończy się zamknięciem karty.

Adres, który nie należy do Ciebie

Link do produktu na cudzej platformie ma cudzą domenę. Wygląda to niepoważnie w reklamie, gorzej się klika i nie buduje niczego, co zostanie z Tobą na dłużej.

Konsekwencje są bardzo praktyczne. Nie pozycjonujesz się w Google na frazy związane ze swoim tematem, bo cała wartość podlinkowania idzie na domenę platformy. Nie masz pełnej kontroli nad tym, co zbiera Twój piksel Meta czy Google Ads, więc trudno zbudować remarketing do osób, które oglądały produkt i nie kupiły. Nie masz też własnych danych o zachowaniu klientów, a to one podpowiadają, co poprawić w opisie i w cenie.

Jeśli platforma zmieni regulamin, prowizję albo zniknie, znika razem z nią Twój adres sprzedażowy i wszystko, co do niego prowadziło.

Brak listy mailowej kosztuje najwięcej

Na sprzedaży kończy się zaledwie kilka procent wizyt. Cała reszta to ludzie, którzy byli zainteresowani, ale akurat nie mieli pieniędzy, czasu albo przekonania. Sprzedaż do tej grupy odbywa się mailem i nigdzie indziej.

Żeby to działało, potrzebujesz dwóch rzeczy. Po pierwsze, miejsca, w którym ktoś zostawia adres w zamian za coś darmowego: fragment ebooka, checklistę, mini kurs mailowy. Po drugie, automatyzacji, która wyśle serię wiadomości bez Twojego udziału. Kilka maili z konkretną wiedzą, potem oferta, potem przypomnienie o kończącej się promocji, potem sekwencja do osób, które porzuciły koszyk.

Na platformie z samym koszykiem trzeba to podpinać z zewnątrz, przez integracje, które nie zawsze się dogadują. Najczęściej kończy się tak, że nikt tego nie podpina i lista mailowa nie powstaje. Po roku sprzedawania masz wtedy dokładnie zero osób, do których możesz napisać przy premierze kolejnego produktu, i zaczynasz od nowa.

Policzmy tę prowizję

Sześć procent od każdej sprzedaży brzmi niegroźnie, dopóki nie podstawisz liczb. Ebook za 59 zł, dwieście sprzedaży miesięcznie, to 11 800 zł obrotu. Prowizja zabiera z tego 708 zł miesięcznie, czyli prawie 8,5 tysiąca złotych rocznie. Co roku, za tę samą usługę, przy rosnącym obrocie coraz więcej. I to jest opłata platformy, doliczana do prowizji operatora płatności, którą i tak zapłacisz.

We własnym sklepie zostaje sama prowizja operatora, a do tego dochodzi hosting i domena, razem ułamek tamtej kwoty. Reszta zostaje u Ciebie. Przy stałej sprzedaży sklep zwraca się szybciej, niż większość osób zakłada, a od momentu zwrotu pracuje już na Twoją marżę.

WooCommerce czy PrestaShop

Obie platformy są otwarte, obie postawisz na własnym hostingu i w obu sprzedaż plików cyfrowych jest wbudowana, nie doklejona. Obie wdrażamy w ramach sklepów internetowych, a wybór zależy od tego, jak wygląda Twoja oferta.

WooCommerce

Działa na WordPressie, więc dostajesz sklep i blog w jednym miejscu. To ma znaczenie, bo treść jest najtańszym źródłem ruchu dla produktów cyfrowych: piszesz o problemie, który rozwiązuje Twój ebook, ludzie trafiają na artykuł z Google, a stamtąd na stronę sprzedażową. Do tego cały ekosystem wtyczek do stron sprzedażowych, kuponów, upsellów i mailingu. Dla sprzedaży ebooków, kursów, szablonów, presetów czy grafik to zwykle najlepszy wybór.

PrestaShop

Bardziej rozbudowany silnik sklepowy, mocny w katalogu, wariantach, magazynie i wielojęzyczności. Sprawdza się, gdy produkty cyfrowe są częścią większej oferty, obok produktów fizycznych, albo gdy planujesz sprzedaż na kilka krajów z osobnymi cenami i walutami. Więcej o różnicach między silnikami sklepowymi piszemy w tekście Shoper vs PrestaShop, co wybrać.

KryteriumPlatforma typu naffy.ioWooCommercePrestaShop
Własna domenanietaktak
Strona sprzedażowaszablon karty produktudowolna, budowana pod ofertędowolna, budowana pod ofertę
Prowizja od sprzedaży6%brak, tylko koszt operatora płatnościbrak, tylko koszt operatora płatności
Blog i pozycjonowaniebrakwbudowanepodstawowe, do rozbudowy
Lista mailowa i automatyzacjeprzez zewnętrzne integracjewbudowane przez wtyczkiwbudowane przez moduły
Metody płatnościStripe, w tym BLIK i kartaPayU, Przelewy24, Tpay, Stripe, PayPal, do wyboruPayU, Przelewy24, Tpay, Stripe, PayPal, do wyboru
Kto wybiera operatoraplatformaTy, można mieć kilku narazTy, można mieć kilku naraz
Dane klientówu operatorau Ciebieu Ciebie

Polskie płatności zamiast samego Stripe

BLIK-a masz i tu, i tam, więc porównanie trzeba przenieść na inny poziom: kto wybiera operatora, ile ta płatność kosztuje i jak wygląda po stronie księgowej.

Na platformie operator jest jeden i narzucony z góry. To Stripe, amerykańska firma z cennikiem, którego nie negocjujesz, i z prowizją, do której platforma dokłada jeszcze swoje sześć procent. Sprzedajesz w innej walucie niż złotówki? Dochodzi przewalutowanie. Rośnie Ci obrót? Stawka zostaje ta sama, bo nie masz z kim o niej rozmawiać.

We własnym sklepie wybierasz sam i możesz mieć kilku operatorów naraz. PayU, Przelewy24 czy Tpay to polskie firmy: rozliczają w złotówkach na Twoje konto, wystawiają polską fakturę za prowizję, mają obsługę po polsku i przy wyższych obrotach negocjują stawki. Klient dostaje na jednym ekranie BLIK, przelew ze swojego banku, kartę, płatności odroczone i raty, czyli komplet tego, do czego jest przyzwyczajony w polskich sklepach. Stripe też możesz zostawić, na przykład dla klientów zagranicznych, tylko wtedy jest jedną z opcji, a nie jedyną drogą.

Do tego dochodzi rzecz, która wychodzi dopiero przy rozliczeniu: własny sklep spina się z Fakturownią albo iFirmą i faktura wychodzi do klienta automatycznie, z Twoimi danymi i Twoją numeracją. Nie przepisujesz nic ręcznie z cudzego panelu.

Co jeszcze daje własny sklep, a czego nie widać na starcie

Kiedy sprzedaż przenosi się na Twoją domenę, otwierają się rzeczy, które na platformie są niedostępne albo mocno okrojone.

  • zestawy produktów i sprzedaż pakietowa, czyli trzy ebooki taniej niż osobno
  • upsell po dodaniu do koszyka i propozycja dodatkowego produktu na stronie podziękowania
  • kody rabatowe pod konkretną kampanię, z limitem czasu i liczby użyć
  • sprzedaż w modelu abonamentowym, jeśli kiedyś zechcesz robić płatną społeczność albo dostęp do biblioteki materiałów
  • ograniczenie liczby pobrań i ważności linku, żeby plik nie krążył po sieci od pierwszego dnia
  • konto klienta, w którym kupujący ma wszystkie swoje zakupy i aktualizacje plików
  • program partnerski, w którym inni sprzedają Twój produkt za prowizję

Żadna z tych rzeczy nie jest konieczna w pierwszym miesiącu. Wszystkie stają się potrzebne w okolicach trzeciego produktu, i wtedy dobrze mieć sklep, który je udźwignie bez przeprowadzki.

Kiedy platforma zewnętrzna wystarczy

Nie chcę udawać, że naffy.io nie ma zastosowania. Ma, tylko wąskie. Jeśli sprzedajesz jeden tani produkt raz na jakiś czas, głównie do swoich obserwujących, którzy i tak Cię znają, to koszyk na cudzej platformie załatwia sprawę. Podobnie przy testowaniu pomysłu: chcesz sprawdzić, czy ktokolwiek zapłaci, zanim zainwestujesz w cokolwiek większego.

Granica jest dość wyraźna. W momencie, w którym zaczynasz płacić za reklamę, planować drugi i trzeci produkt albo liczyć na regularny dochód z tego źródła, brak własnej strony i własnej listy mailowej robi się kosztowny.

Często zadawane pytania

Czy własny sklep na produkty cyfrowe jest trudny w obsłudze?

Codzienna obsługa sprowadza się do dodania produktu i podmiany pliku. Zamówienia obsługują się same: klient płaci, dostaje link do pobrania, faktura idzie mailem. Panel wygląda podobnie do panelu WordPressa, więc jeśli kiedykolwiek pisałeś wpis na blogu, poradzisz sobie.

Ile trwa uruchomienie takiego sklepu?

Prosty sklep z kilkoma produktami cyfrowymi, stroną sprzedażową i płatnościami da się uruchomić w kilka do kilkunastu dni roboczych. Więcej czasu zwykle zajmuje przygotowanie treści oferty niż sama część techniczna.

Mam już produkty na naffy.io, czy da się je przenieść?

Tak. Pliki, opisy i ceny przenosi się do nowego sklepu, a stare linki możesz zostawić na jakiś czas i przekierować do siebie. Dane osób, które kupiły wcześniej, warto wyeksportować, o ile platforma na to pozwala.

Czy na naffy.io klient może zapłacić BLIK-iem?

Tak. Płatności idą tam przez Stripe, a Stripe obsługuje w Polsce BLIK, więc od strony kupującego jest to wygodne. Różnica dotyczy tego, co zostaje po Twojej stronie: narzucony operator, sześcioprocentowa prowizja platformy doliczana do prowizji Stripe, rozliczenie zagraniczne i brak wyboru innych metod, na przykład rat czy płatności odroczonych.

Czy potrzebuję osobnego narzędzia do mailingu?

Tak, i to dobrze, bo lista mailowa powinna być niezależna od sklepu. Sklep zbiera zapisy, narzędzie do mailingu wysyła. Jeśli kiedyś zmienisz sklep, adresy zostają z Tobą.

Co z podatkami przy sprzedaży plików za granicę?

Sklep można skonfigurować tak, żeby rozpoznawał kraj kupującego i naliczał odpowiednią stawkę VAT, a raporty przygotował pod rozliczenie. Szczegóły warto ustalić ze swoją księgowością, bo zależą od formy działalności.

Porozmawiajmy o Twoim sklepie

Jeśli sprzedajesz ebooki, kursy, szablony czy inne produkty cyfrowe i widzisz, że koszyk na cudzej platformie nie dowozi, zapraszam do kontaktu. Zrealizuję dla Ciebie unikalny sklep z Twoimi produktami cyfrowymi, zbudowany po to, żeby sprzedawał, a nie tylko wyświetlał okładki.

W ramach takiego projektu ustawię też listę mailingową: formularze zapisu, zbieranie adresów po zapisie i wysyłkę wiadomości, razem z sekwencjami do osób, które nie kupiły za pierwszym razem. We własnym sklepie nie płacisz wysokiej, sześcioprocentowej prowizji od każdej sprzedaży, więc pieniądze, które dziś zostają na cudzej platformie, zostają u Ciebie. Podepnę polskie płatności, PayU, Przelewy24 albo Tpay, z BLIK-iem, szybkimi przelewami, ratami i płatnościami odroczonymi, rozliczane w złotówkach i na polskiej fakturze, zamiast samego amerykańskiego Stripe z wyższą prowizją i cennikiem nie do negocjacji.

Wykonanie takiego sklepu kosztuje mniej, niż myślisz. Każdy projekt wyceniam indywidualnie, bo inaczej wygląda sklep z jednym ebookiem, a inaczej z biblioteką kursów. Napisz, co sprzedajesz i do kogo, a odpowiem, jak to poukładać u Ciebie.

Powiązane usługi

Sprzedaż produktów cyfrowych zaczyna się od miejsca, które należy do Ciebie. Wdrażamy sklepy internetowe w Olsztynie na WooCommerce i PrestaShop, a wokół nich także strony sprzedażowe, optymalizację SEO, hosting i opiekę techniczną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką.

Nie będzie widoczny publicznie.

Przeczytaj również

Wszystkie wpisy

6 min czytania

Sklep internetowy przed startem — lista kontrolna

Najdroższe błędy w sklepie internetowym biorą się z rzeczy, których nikt nie sprawdził przed startem. Katalog, dostawa, płatności, faktury, telefon i pomiary — lista kontrolna, którą przechodzimy przed każdym uruchomieniem.

7 min czytania

Co nowego w WordPress 7.0?

WordPress 7.0 został wydany 20 maja 2026 roku i dostał nazwę „Armstrong”, od Louisa Armstronga. Brzmi jak typowa ciekawostka z komunikatu prasowego, ale sama aktualizacja jest już całkiem konkretna.…

Masz pytanie o swoją stronę?

Napisz lub zadzwoń. Odpowiadamy w ciągu 24 godzin, a wstępna rozmowa nic nie kosztuje.